| Tamaryndowiec, czyli o małpiej i ludzkiej uciesze z indyjskich daktyli |
|
Tamaryndowiec, wiecznie zielony bywalec tropików, dostarcza pożytków we wszelkich możliwych fizycznych stanach skupienia: płynnego, gazowego i stałego; oraz pulpy – gęstego, półpłynnego skarbu.
Czwarty stan skupienia: pulpa
Na przełomie wiosny i lata, w pięknych, rozłożystych koronach tamaryndowców indyjskich (Tamarindus indica) trwają małpie zawody. Każdy z uczestników tego niezwykle krzykliwego spektaklu stara się zebrać i spałaszować jak największą ilość soczystych strąków, w których skrywają się niewielkie nasiona, pełne aromatycznej, kwaskowo – słodkiej pulpy. Przedmioty rywalizacji, czyli owoce tamaryndowca, zwane też indyjskimi daktylami, to nie tylko małpi przysmak. Pyszną pulpę zajadają miliony rozsmakowanych w niej ludzi z całego świata. Jeśli należysz do wielbicieli sosów Worcestershire albo brązowego, niderlandzkiego HP, to wiedz, iż specyficzny bukiet smakowo – zapachowy zawdzięczają one sporemu dodatkowi pulpy z tamaryndowca.
Pulpa – zawiesista zawartość dojrzewających nasion tamaryndowca, początkowo jest zielona i cierpka. Świetnie czyści się nią wówczas wszystkie rodzinne srebra, zaśniedziałe oraz zmatowiałe sztućce i mosiężne relingi. Im bardziej dojrzałe strąki, tym smak pulpy łagodniejszy i słodszy. Kiedy lekko spłaszczone nasiona są w odpowiednim momencie dojrzałości, wyłuskuje się je ze strąków, zalewa wrzątkiem i wytłacza z nich półpłynną, smakowitą zawartość. Pulpę pakuje się później do słoików oraz puszek, by każdy smakosz mógł ją kupić w pobliskim markecie. Oczywiście, południowoamerykańskim albo azjatyckim markecie, bo w Europie pasteryzowaną pulpę z nasion tamaryndowca trudno dostać – poza Holandią jest praktycznie niedostępna. Z pulpy tamaryndowca robi się pyszne syropy – dodatek do deserów; wymieszana z perlistym winem musującym daje wspaniale orzeźwiający w upały sorbet, a wymieszana z wodą i cukrem, smakuje podobnie do przetartych jabłek. Niekulinarne pożytki z pulpy to stosowanie jej do pozyskiwania barwnika, którym farbuje się domowej roboty wełniane koce, kilimy i ubrania; służy do odbarwiania jedwabiu z koloru indygo na zielony oraz wybielania liści palmowych, z których później powstaną niezwykłe wyplatane koszyki, szkatułki i maty. UtwardzanieKiedy strąkom pozwoli się jeszcze kilka tygodni dojrzewać na drzewie, nasiona twardnieją i stają się szkliste i połyskliwe. Tracą mnóstwo wody, pulpa ulega silnemu zagęszczeniu; soczysty do tej pory strąk robi się włóknisty i brązowy, a następnie pęka. To znak, że nasiona są w pełni dojrzałe, a tamaryndowiec właśnie wysypuje swe cenne, roślinne koraliki. Na ten czas czekają wszyscy artyści, tworzący przepiękną biżuterię z nasion. Zręcznie przekłuwają na wylot każde ziarenko, nawlekają je w kombinacjach z miriadami innych nasionek na naturalne sznurki i tak powstaje kolekcja ozdób zawierających m.in. fasolki z tamaryndowca. Biżuterią z nasion tamaryndowca cieszyły się wpierw tylko mieszkanki Azji – stamtąd bowiem pochodzi omawiany gatunek. Po odkryciu Ameryki, tamaryndowca szybko wprowadzono w tropiki nowo poznanego lądu, a twarde, szkliste nasiona wzbogaciły kolekcję ziarenek wykorzystywanych przez zmyślnych Indian do produkcji ozdób. Jak śliczne mogą to być cacka, przekonasz się, zaglądając do naszego sklepu.
Wykorzystać do cnaA da się sporo spożytkować z tamaryndowca: liście, korę i nasiona wykorzystuje się z powodzeniem w medycynie ludowej, wspomagając leczenie pospolitych dolegliwości gastrycznych i w malarii. Zmacerowane liście są naturalnym, wysokoazotowym nawozem, stosowanym na plantacjach tytoniu; z prostych, smukłych gałęzi robi się artystycznie ozdabiane laski, wiotkie witki zaś przypominają, czasem dotkliwie, o istnieniu dyscypliny – służą bowiem do wymierzania kar cielesnych; bywają też używane przez mnichów do biczowania. Proszek z nasion służy jako zagęstnik do sporządzania wsadu do fajerwerków; bywa używany jak krochmal, szczególnie do tkanin bawełnianych, z juty i wiskozy – jest wielokrotnie skuteczniejszy od skrobi z mąki kukurydzianej. Sproszkowane części tamaryndowca dodaje się do gum i klejów roślinnych, do barwników farbujących skóry, plastiki i do koloryzacji tuszy do papieru. Wytłaczany z rośliny olej to świetny nabłyszczacz i pokost, który stosują artyści tworzący lalki i rzeźby lokalnych bożków. Drewno tamaryndowca ma piękną żółtawo – czerwoną barwę i interesującą strukturę, jest bardzo twarde i odporne na ataki insektów i pleśnienie – to świetny materiał na meble i stolarkę wykończeniową.
Asam, sampaloc, imli, tamarind – jakkolwiek by go nie nazywać, jest to na pewno jeden z cenniejszych gatunków, dostarczających człowiekowi i innym stworzeniom wielu pożytków we wszystkich stanach fizycznego skupienia: płynnego - nektaru, gazowego - aromatu kwiatów, stałego – kory, nasion, gałęzi, drewna; i pulpy – czyli gęstego, półpłynnego skarbu.
|


















Tamaryndowiec, wiecznie zielony bywalec, obecnie już wszystkich, tropików świata, rośnie dziko wszędzie tam, gdzie nie brak mu wilgoci i słońca. Kiedy jest za sucho, po prostu gubi liście. Jeśli trafi na podatny grunt, wyrasta na potężne, ponad 20 metrowe drzewo, które daje wiele cienia, przywabia w porze kwitnienia roje spragnionych nektaru pszczół, a podczas owocowania staje się terenem małpich figli i areną rywalizacji o soczyste strąki.
